6.12.2009

Powsin

Szczerze mówiąc do wczoraj nie wiedziałam nawet, gdzie jest Powsin. A już zupełnie nie miałam pojęcia, że tam jest jakiś ogród botaniczny. Ale taki stan utrzymał się, jak już nadmieniłam, do wczoraj.
Pogoda była rewelacyjna, choć chwilami może było za gorąco. Ogród we wczesnoletnim rozkwicie prezentował się wspaniale. Wszędzie masa kolorów, zapachów i brzęczenie ogłupiałych owadów. Pulsująca obfitość.




















W ogrodowej szklarni zachwyciła mnie bugenwilla, którą widziałam tylko w jakiejś skarłowaciałej formie, jako roślinkę uprawianą w doniczkach. Czytałam wiele książek, w których opisywane były oplecione nią domy. Niestety, domy te były gdzieś w Grecji lub w podobnie ciepłych miejscach. W Polsce nie da się domu opleść bugenwillą.
Zachwycił mnie ananas, mandarynki wiszące na gałeziach (pewnie mandarynkowego drzewa), cytryny i niesamowite rzeźby indyjskich bogów, których mnóstwo urytych było w plątaninie roślin.












A oto zagadka dla mamy. Nie znam nazwy tej rośliny, poszukiwania tabliczki z nazwą zakończyły się fiaskiem. Krzak ma około 1 merta wysokości i jest oblepiony kiśćmi małych różowych kwiatków, które wyglądają jak odlane z wosku. Przepiękny.

1 komentarz:

damurek pisze...

I te wszystkie wspaniałości można zobaczyć w Powsinie? Tam jest pięknie!!!